Zarejestruj
Okazje dnia:

Dreadnought: Recenzja z otwartej bety

recenzja dreadnought

Dreadnought jest produkcją, o której usłyszałem bodajże w zeszłym roku. Szczerze mówiąc, lekko mnie zafascynowała, bo kto nie chciałby usiąść za sterami olbrzymiego statku kosmicznego? W końcu nadszedł czas, w którym mogłem w tę produkcję zagrać i sprawdzić, czy rzeczywiście poczuję się kapitanem okrętu.

Pobrałem i zainstalowałem Dreadnought, a następnie ruszyłem w bój. Pierwszą rzeczą, z którą się spotkałem był film wprowadzający do gry, a następnie samouczek. Samo wprowadzenie nie jest jakoś wybitnie długie, ale przekazuje graczom dokładnie to, co powinno. A mianowicie podstawy, które dadzą nam możliwość poznania, jak działa gra. Nie jest ciężkie, a z pewnością zrozumiecie, co i jak tutaj funkcjonuje.

Po samym samouczku kontrolę przejęła ciekawość i rzuciłem się w przeglądanie statków, którymi może kiedyś przyjdzie mi polatać. Występują tutaj 3 frakcje i 5 różnych klas, z których każda ma inne zastosowanie:

  • Dreadnought – Silne opancerzone statki z równie niszczycielskim uzbrojeniem. Jest najpopularniejszym statkiem wśród graczy, a na polu bitwy nie ma sobie równych. Jest najwolniejszy, ale bój się, kiedy cię złapie!
  • Artillery Cruiser – Jest to jeden ze słabszych okrętów, ale za to zadają największe obrażenia ze wszystkich. Ich zadaniem jest wspieranie sojuszników z daleka i efektywne likwidowanie wroga.
  • Destroyer – Niszczycieli nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Statki o zrównoważonej szybkości do pola bitwy, które niosą za sobą tylko śmierć i spustoszenie.
  • Tactical Cruiser – Ten rodzaj jednostek jest o tyle ciekawy, że możemy nimi grać na dwa sposoby. Jedną opcją jest wspieranie naszych sojuszników poprzez ich leczenie, a drugą zaskakiwanie wroga i niszczenie, gdy ten się niczego nie spodziewa.
  • Corvette – Zabójcze maszyny, których zadaniem jest zbliżenie się do wroga i szybkie wyeliminowanie go z bliskiego zasięgu.

Skoro statki mamy już za sobą to rzućmy okiem na sam hangar, który tak czy inaczej, będziemy widywać codziennie. Posiadamy w nim miejsca na statki, a wygląda to podobnie jak na przykład w World of Tanks.

Rzucić w oczy może się market, ale z tego, co patrzyłem i porównywałem, nie ma tam przedmiotów, które robiłyby z tej gry coś na rodzaj P2W. Są tam dopalacze do doświadczenia i pieniędzy, kosmetyki oraz statki premium. Na szczęście statki premium nie są silniejsze od ich darmowych odpowiedników. Także możemy być spokojni, iż na chwilę obecną w grze nie ma P2W.

W Dreadnought występuje również system osiągnięć, czy specjalnych kontraktów. Za wbicie kolejnych osiągnięć lub zrobienie misji, zostajemy oczywiście nagrodzeni pieniędzmi i doświadczeniem. Głównie opierają się one na zakupieniu coraz to nowszych statków, czy pokonaniu odpowiednich wrogów. Wszyscy zapewne wiedzą, o co chodzi.

Przejdźmy może teraz do samej rozgrywki, bo chyba to jest najważniejsze. Obecnie w grze występują trzy tryby rozgrywki, z których każdy jest nieco inny. Nie ukrywajmy jednak, że i tak w tym wszystkim chodzi o zniszczenie wroga, a to w tych trybach jest wspólne.

Głównie pogrywałem sobie w najpopularniejszym trybie – Team Deathmatch. Chociaż w inne tryby też pograłem i dla mnie jako zwykłego gracza główną różnicą był po prostu czas rozgrywki. Latałem tak, jak reszta drużyny i po prostu niszczyłem wrogów. Jakiejś większej aktywności od zabijania gra ode mnie nie wymagała, a to i tak prowadziło naszą drużynę ku zwycięstwu i chwale.

Lądujemy w lobby i wyruszamy na misję! Standardowe rozpoczęcie rozgrywki i pęd ku zabijaniu! Tutaj jednak trzeba mieć się na uwadze, ponieważ wróg może zaskoczyć nas z każdej strony i zniszczyć w mgnieniu oka!

Rozgrywka przynosi wiele frajdy, a sterowanie tymi wielkimi okrętami daje nam miłe poczucie odpowiedzialności za nasz statek. Latając niszczycielem, dosłownie czułem, że statek jest wielki i ciężki, a jego ruchy są powolne, ale dokładne. Chowanie się przed wrogami było na porządku dziennym, a manewrowanie nie jest wcale takie łatwe.

Poza lataniem ważnym elementem jest też strzelanie, o którym nie wolno zapomnieć. W głównej mierze skupia się na namierzeniu wrogiego okrętu i kliknięciu lewego przycisku myszki. Jest jednak urozmaicone o kilka umiejętności i możliwość przekazywania energii statku na wybrany przez nas moduł. Jest to proste, ale nie za proste. Na polu bitwy często będziemy musieli podjąć odpowiednie decyzje, a wybór jednej z nich będzie decydował o naszym zwycięstwie lub śmierci. Wróg może zostać szybko zniszczony albo zniszczyć i nas, jeśli nieodpowiednio przekażemy całą energię w krytycznej sytuacji. Tak jak wspominałem – walka daje frajdę, a to chyba najważniejsze.

Podsumowując:

Samo granie w Dreadnought daje uciechę i na prawdę można poczuć się jak kapitan olbrzymiego statku. Walki są mega efektowne, a drobna współpraca sprawia, że czasami należy pomyśleć przed podjęciem działania. Na ślepo lecieć nie warto, bo staniemy się latającym wrakiem. Na obecną chwilę gra jest fajna do wejścia raz dziennie i postrzelania do wszystkiego, co się rusza. Na dłuższą metę zbytnio nie widzę sensu grindowania całych nocy, żeby zdobyć upragniony statek, bo gra staje się po prostu nudna. Cały czas dzieje się to samo, a tuż przed rozpoczęciem pisania miałem już dosyć. Brakuje jej tego czegoś, co dawałoby poczucie, że lepszy sprzęt rzeczywiście jest przydatny. Raczej traktujmy tę grę jako zwykłą arenówkę, w której wygra lepszy.

Plusy:

  • Wiele statków do naszej dyspozycji
  • Lekko strategiczne podejście
  • Efektowne bitwy, na których widok oczy się uśmiechają
  • Piękna oprawa graficzna i mapy
  • Na obecną chwilę brak P2W

Minusy:

  • Monotonia po dłuższej rozgrywce
  • Brak jakiegoś większego sensu w zdobywaniu nowych rzeczy
  • Mało dopracowane tryby rozgrywki
  • Brakowało mi walk w otwartej przestrzeni kosmicznej bez żadnych przeszkód

Na koniec dodam, że gra ma potencjał, ale trzeba go odpowiednio wykorzystać. Są to przecież olbrzymie okręty wojenne stworzone w jakimś celu, tak? Twórcy powinni rozszerzyć potencjał gry i stworzyć coś, gdzie poczujemy, że rzeczywiście dowodzimy olbrzymem, a nie czymś, co jest tylko wielkie. Przydałby jakiś tryb, w którym atakujemy całą planetę, by ją zniszczyć. Niszczymy miasta, a statki wroga starają się nam przeszkodzić. Brakuje mi tutaj, chociażby botów, które kierują zwykłymi jednoosobowymi statkami. Coś takiego, że będziemy widzieć prawdziwą bitwę, a nie tylko potyczkę arenową.


Recenzja Dreadnought

Like
Like Love Haha Wow Sad Angry
400000

3 odpowiedzi - Dreadnought: Recenzja z otwartej bety

  1. Derol Derol napisał(a):

    W sumie całkiem ciekawie się to prezentuje. Ale jest jeszcze jedna gra w podobnych klimatach; nawet mam ją na steamie i coś tam pogrywałem – tylko nie mogę sobie tytułu przypomnieć w tej chwili.

    A co do recenzji to tylko tak trzymać :]

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *